Ubóstwo menstruacyjne i zdrowie psychiczne – o czym rzadko mówimy głośno

Co roku, 28 maja, obchodzony jest Światowy Dzień Higieny Menstruacyjnej. Data nie jest przypadkowa – 28 to średnia długość cyklu, a maj jest piątym miesiącem roku, bo menstruacja trwa średnio 5 dni. Święto zostało zapoczątkowane w 2013 roku przez niemiecką organizację WASH United właśnie po to, żeby mówić głośno o tym, o czym wciąż zbyt często milczymy.

I właśnie dlatego chcę dziś poruszyć temat, który leży mi na sercu. Nie dlatego, że to „odpowiedni dzień na wpis”. Ale dlatego, że to ważne przez cały rok.

Ubóstwo menstruacyjne – co to właściwie znaczy?

Ubóstwo menstruacyjne to brak dostępu do środków higieny menstruacyjnej z powodów finansowych. Ale to nie wszystko – to też brak edukacji, brak odpowiednich warunków sanitarnych i środowisko, w którym menstruacja jest powodem wstydu i stygmatyzacji. Jeśli brakuje choćby jednego z tych elementów, mówimy o ubóstwie menstruacyjnym. I zanim powiesz, że to problem „gdzieś daleko” – zostań chwilę z tym, co dzieje się tutaj, w Polsce.

Polska. Nasze podwórko.

Według danych Kulczyk Foundation ubóstwa menstruacyjnego w Polsce doświadcza około 500 000 kobiet i dziewcząt. Aż 42% dziewcząt przyznaje, że w ich domach w ogóle nie rozmawia się o miesiączce. Co trzecia nie była przygotowana na swoją pierwszą menstruację.

Jedna na sześć uczennic opuściła zajęcia lekcyjne z powodu braku dostępu do produktów menstruacyjnych. Część z nich zakrywała plamy bluza, inne po prostu zostawały w domu. W badaniu Akcji Menstruacja aż 39% kobiet z ubogich domów przyznało, że musiało zrezygnować z zakupu produktów menstruacyjnych na rzecz innych domowych wydatków. To są liczby. Ale za każdą z nich stoi prawdziwa kobieta i prawdziwa dziewczyna, która musiała dokonać niemożliwego wyboru.


Na szczęście w Polsce są organizacje, które działają, żeby to zmieniać:

👉 Akcja Menstruacja – fundacja, która zapewnia dostęp do produktów menstruacyjnych w szkołach, prowadzi edukację i walczy z tabu.

👉 Różowa Skrzyneczka – fundacja, która od 2019 roku instaluje w przestrzeni publicznej skrzyneczki z bezpłatnymi środkami menstruacyjnymi. Dziś jest ich ponad 2000 – w szkołach, bibliotekach, teatrach, szpitalach i urzędach. Zasada prosta: weź, jeśli potrzebujesz. Zostaw, jeśli masz.


Wstyd, który niszczy od środka

Chcę się teraz zatrzymać przy czymś, o czym mówi się jeszcze rzadziej niż o samym ubóstwie menstruacyjnym – przy jego wpływie na zdrowie psychiczne.

Kiedy kobieta nie ma jak godnie przeżyć okresu, zaczyna się wstyd. A wstyd związany z tak naturalną funkcją ciała jak menstruacja jest wyjątkowo niszczący.

Badania to potwierdzają. Kobiety doświadczające ubóstwa menstruacyjnego znacznie częściej zmagają się z depresją i stanami lękowymi. Niemal 50% z nich wykazuje objawy depresji lub lęku – w porównaniu z 24% tych, które mają swobodny dostęp do produktów higienicznych. mówimy tutaj więc o jakiejś ogromnej przepaści.

Kulturowa stygmatyzacja miesiączki sprawia, że kobiety, które z powodów finansowych mają trudności z zarządzaniem swoim okresem, czują się podwójnie napiętnowane. Raz przez ubóstwo, a dwa przez sam fakt menstruowania. Ta podwójność jest wyczerpująca.

I tu nie chodzi tylko o kobiety w najtrudniejszej sytuacji materialnej. Wstyd wokół menstruacji działa na nas wszystkie – niezależnie od zasobności portfela. Mówi nam, żebyśmy były ciche, żebyśmy chowały podpaski do rękawa, żebyśmy nie wspominały o bólu, nie prosiły o wolne, nie mówiły wprost.

Milczenie ma cenę

Kiedy nie mówimy o miesiączce, dzieje się coś bardzo konkretnego. Co trzecia dziewczynka w Polsce dostaje pierwszej miesiączki nieprzygotowana. Wyobraź sobie, jak to jest – nagle widzisz krew i nie rozumiesz, co się dzieje. Jedna z kobiet, która napisała do Różowej Skrzyneczki, opowiadała o swojej koleżance, która wpadła w panikę podczas pierwszej miesiączki, bo zobaczyła, że nie krwawi na niebiesko. Tak – jak w reklamach podpasek.

To nie jest śmieszne tylko smutne. I to jest efekt tabu. Kiedy nie mówimy, dziewczynki nie wiedzą. Kiedy nie wiedzą, boją się. Kiedy się boją – wstydzą się. I koło się zamyka.

Dlaczego o tym piszę?

Może się zastanawiasz, co termofor z pestek wiśni ma wspólnego z ubóstwem menstruacyjnym. Całkiem sporo, jak się okazuje.

Yokompresy zaczęły się od mojej własnej frustracji – że nie mam jak zadbać o siebie w czasie okresu tak, jak bym chciała. Że tradycyjne termofory są nieporęczne, że ból ignoruję zamiast na niego reagować, że gdzieś po drodze nauczyłam się, że „jakoś to przeżyję”. I kiedy zaczęłam szyć pierwsze Yokompresy, zrozumiałam, że to nie jest tylko kwestia produktu. To jest kwestia przekonania – że mój komfort w czasie okresu jest ważny. Że zasługuję na chwilę ciepła i troski, a nie tylko na przetrwanie kolejnych dni.

Komfort menstruacyjny to nie luksus. To nie fanaberia. To coś, do czego każda z nas ma prawo – niezależnie od tego, czy chodzi o dostęp do podpaski, do bezpiecznej toalety, do wiedzy o własnym ciele, czy do zwykłej chwili odpoczynku z ciepłem przy brzuchu. Dlatego właśnie ten temat mi nie jest obojętny.

Co możemy z tym zrobić?

Naprawdę wierzę, że zmiana zaczyna się od rozmowy. Od tego, że nie ściszamy głosu, kiedy mówimy o miesiączce. Od tego, że rozmawiamy z córkami, siostrzenicami, koleżankami. Od tego, że normalizujemy.

Kilka konkretnych kroków:

Wspieraj organizacje działające w Polsce. Akcja Menstruacja i Różowa Skrzyneczka przyjmują zarówno środki finansowe, jak i darowizny produktów. Nawet jedno opakowanie podpasek w szkolnej skrzyneczce ma znaczenie.

Mów o tym. W domu, w pracy, ze znajomymi. Każda rozmowa o menstruacji bez wstydu jest małą rewolucją.

Zadbaj o siebie. Twój własny komfort w czasie okresu też jest ważny. Zwolnienie, ciepło, odpoczynek – to nie jest słabość. To jest dbanie o siebie.

Dzień Higieny Menstruacyjnej to dobry pretekst, żeby zacząć rozmawiać. Ale ten temat nie potrzebuje kalendarza. Potrzebuje nas – kobiet, które nie dają się uciszać i które wiedzą, że menstruacja jest naturalnym procesem zasługującym na szacunek i troskę.

About the author

Wymyśliłam, zaprojektowałam i tworzę naturalne termofory z pestek wiśni w idealnym kształcie. Dopasowują się do ciała i przynoszą ulgę dokładnie tam, gdzie trzeba :)