Kiedy ciało wspiera pomysły – o kreatywności w rytmie cyklu menstruacyjnego

Są takie dni, kiedy pomysły pojawiają się same. Myśli układają się szybciej, łatwiej coś nazwać, zaplanować, stworzyć. A są też takie momenty, kiedy wszystko wydaje się ciężkie, rozproszone, jakby umysł nie chciał współpracować. Przez długi czas uczyłyśmy się traktować te różnice jak „brak formy”, „gorszy dzień” albo osobistą słabość. Tymczasem coraz częściej myślę, że to nie brak – tylko rytm.

Cykl menstruacyjny wpływa nie tylko na ciało, ale też na sposób myślenia, reagowania i tworzenia. To proces dynamiczny, zmienny, a przy tym bardzo precyzyjny. Jednym z momentów, który szczególnie przyciąga uwagę badaczy, jest owulacja. Właśnie wtedy, jak pokazują badania, kobiece myślenie twórcze może nabierać innej jakości.

To, co jest dla mnie najcenniejsze w takich wnioskach, to zmiana narracji. Zamiast pytać: „czemu dzisiaj nie jestem taka jak wczoraj?”, możemy zapytać: „gdzie jestem w cyklu – i czego moje ciało potrzebuje?”. Bo jeśli kreatywność faktycznie faluje, to może wcale nie musimy jej wymuszać przez cały miesiąc na tym samym poziomie.

Kreatywność widziana z bliska

Odwołuję się tu do badania „Enhanced Originality of Ideas in Women During Ovulation: A Within-Subject Design Study” z 2022 roku. Jego autorkami są Katarzyna Gałasińska-Grygorczuk i Aleksandra Szymków-Sudziarska – badaczki, które z dużą uważnością i metodologiczną precyzją przyjrzały się temu, jak kobieca kreatywność zmienia się w rytmie cyklu.

W badaniu wzięły udział 72 kobiety (19–35 lat), a naukowczynie zastosowały podejście „within-subject”, czyli porównywały każdą uczestniczkę z nią samą w trzech fazach cyklu. To nie jest opowieść oparta na porównywaniu „jednych kobiet do drugich”, tylko sprawdzanie, co się zmienia w tej samej osobie.

Jednak zamiast pytać kobiety o subiektywne poczucie kreatywności, badaczki zaprosiły je do wykonania konkretnych zadań. Były to klasyczne ćwiczenia z zakresu myślenia dywergencyjnego, polegające na wymyślaniu nietypowych zastosowań dla zwykłych przedmiotów. Tego rodzaju zadania pozwalają sprawdzić, jak swobodnie umysł wychodzi poza schemat i jak odważnie łączy pozornie nieoczywiste skojarzenia.

Pomysły oceniano pod kilkoma względami, między innymi liczbą odpowiedzi oraz ich różnorodnością. Najważniejsza okazała się jednak oryginalność, czyli stopień, w jakim pomysł odbiegał od najczęściej pojawiających się odpowiedzi. To właśnie w tym wymiarze kobiety w czasie owulacji wypadały wyraźnie inaczej niż w pozostałych fazach cyklu.

Co dokładnie się zmienia?

Wyniki badania pokazały coś bardzo ciekawego. W owulacji nie chodziło o to, że kobiety produkowały więcej pomysłów. Liczba odpowiedzi pozostawała na podobnym poziomie. Zmieniała się natomiast jakość. Pomysły były bardziej świeże, mniej oczywiste, częściej wykraczające poza utarte schematy.

Badaczki sprawdziły również, czy ten efekt można wytłumaczyć lepszym nastrojem lub większym pobudzeniem. Okazało się, że nie. Ani samopoczucie, ani poziom energii nie wyjaśniały wzrostu oryginalności. To ważny szczegół, bo przesuwa ciężar interpretacji z psychologii „chwilowego humoru” w stronę głębszych, biologicznych procesów.

Dla mnie to jeden z najbardziej poruszających wniosków. Kreatywność w tym ujęciu nie jest kaprysem ani efektem motywacji. Wydaje się raczej czymś, co w określonych momentach cyklu dostaje naturalne wsparcie od ciała.

Owulacja jako moment otwartości

Owulacja bywa opisywana językiem biologii, ale można spojrzeć na nią szerzej. To czas, w którym wiele kobiet doświadcza większej otwartości na świat, ludzi i nowe idee. Myślenie staje się bardziej elastyczne, a odwaga w formułowaniu myśli przychodzi łatwiej. Badanie nie mówi, że każda kobieta musi wtedy tworzyć wielkie projekty. Pokazuje raczej tendencję, delikatne przesunięcie jakości myślenia.

Lubię tę perspektywę, bo nie narzuca oczekiwań. Nie zamienia cyklu w harmonogram produktywności. Zamiast tego zaprasza do uważności. Jeśli w połowie cyklu łatwiej przychodzą pomysły, warto je zapisać. Jeśli rozmowy płyną swobodniej, może to dobry moment na dzielenie się tym, co dojrzewało wcześniej.

Kreatywność to nie stała cecha – to proces

Kreatywność często kojarzymy z talentem albo z zawodem („ja nie jestem kreatywna”). A przecież kreatywność to też codzienność: pomysł na obiad z resztek, sposób na rozmowę, nowe zdanie, które nagle trafia do serca, decyzja, by coś zrobić inaczej. I w tym sensie kreatywność jest bardziej jak oddech niż jak wynik.

Co ważne, w badaniu nie wyszło, że kobiety w owulacji produkują „więcej” pomysłów – raczej że ich pomysły bywają lepszej jakości (bardziej oryginalne), przy podobnej „ilości” idei. To trochę jak różnica między gadaniem bez końca a powiedzeniem jednej rzeczy, która nagle robi przestrzeń.

„To pewnie tylko lepszy humor?” – właśnie niekoniecznie

Tu jest fragment, który szczególnie lubię, bo ucina łatwe wyjaśnienie. Mogłybyśmy pomyśleć: „ok, w owulacji mam lepszy nastrój i stąd kreatywność”. Tymczasem autorki badania sprawdzały też pobudzenie i nastrój oraz testowały, czy to one „tłumaczą” efekt kreatywności – i nie znalazły wyraźnego mechanizmu pośredniczącego (brak efektu mediacji). Czyli to nie jest takie proste: „mam lepszy humor, więc mam lepsze pomysły”.

Dla mnie to ważne, bo pokazuje, że cykl działa subtelniej. Że nie wszystko da się sprowadzić do samopoczucia w danym dniu. Że czasem ciało ustawia „tryb” myślenia niezależnie od tego, czy akurat mamy ochotę na świat, czy nie.

Jak z tego skorzystać – bez robienia z cyklu kolejnego obowiązku

Nie chciałabym, żeby ten temat zamienił się w nową presję: „muszę planować wielkie rzeczy na owulację”. Nie. To nie jest kolejny harmonogram do odhaczenia. To raczej zaproszenie do delikatnego eksperymentu.

Jeśli masz ochotę:

  • w połowie cyklu zapisuj pomysły, nawet niedoskonałe,
  • zostaw sobie wtedy trochę więcej przestrzeni na tworzenie (pisanie, planowanie, rozmowy, burze mózgów),
  • a w fazach, gdy ciało chce ciszy – pozwól sobie na ciszę.

W badaniu nie znaleziono różnic w tzw. kreatywności konwergencyjnej (bardziej „logicznym” typie rozwiązywania problemów) między fazami. Ja to czytam tak: nie chodzi o to, że w innych fazach jesteśmy „gorsze w myśleniu”. Raczej o to, że różne fazy mogą sprzyjać różnym jakościom.

Dwie odsłony tej samej fali kreatywności

Zanim pojawiło się badanie z 2022 roku, Katarzyna Gałasińska i Aleksandra Szymków już rok wcześniej zaproponowały bardzo ciekawą perspektywę. W swojej pracy „The More Fertile, the More Creative: Changes in Women’s Creative Potential across the Ovulatory Cycle” z 2021 roku przyjrzały się temu, jak kobiecy potencjał twórczy zmienia się wraz z płodnością rozumianą jako prawdopodobieństwo poczęcia w trakcie cyklu. Zauważyły wtedy, że im bliżej momentu największej płodności, tym bardziej oryginalne potrafią być kobiece pomysły. Co ważne, nie chodziło o to, że kobietom „przychodziło do głowy więcej rzeczy”, lecz o to, że to, co się pojawiało, było świeższe, mniej oczywiste i bardziej odważne.

Rok później te intuicje zostały potwierdzone i doprecyzowane w kolejnym badaniu, opartym na jeszcze dokładniejszym uchwyceniu momentu owulacji. Razem te dwie prace układają się w spójną opowieść: kreatywność kobiet nie jest równomierna przez cały miesiąc, lecz faluje razem z ciałem, a owulacja okazuje się momentem szczególnej jakości twórczej. To nie jest opowieść o „byciu lepszą”, lecz o byciu inną w różnych momentach cyklu – i o tym, że ta zmienność może być źródłem, a nie przeszkodą.

Cykl jako sprzymierzeniec, nie przeszkoda

Najbardziej porusza mnie w tym wszystkim myśl, że nie musimy być takie same przez cały miesiąc. Świat lubi równe linie. Cykl jest falą. I może właśnie dlatego jest w nim tyle mądrości.

Jeśli zdarza Ci się zauważać, że w pewnym momencie cyklu łatwiej Ci tworzyć, mówić, planować – to nie musi być przypadek. To może być sygnał od ciała. A jeśli w innym momencie jedyne, czego chcesz, to koc, cisza i ciepło – to też jest w porządku. Kreatywność czasem rodzi się właśnie z odpoczynku.

Czasem wystarczy zwolnić. Ogrzać się. Posłuchać siebie.
Reszta naprawdę często przychodzi sama.

About the author

Wymyśliłam, zaprojektowałam i tworzę naturalne termofory z pestek wiśni w idealnym kształcie. Dopasowują się do ciała i przynoszą ulgę dokładnie tam, gdzie trzeba :)