Zdarza Ci się mieć wrażenie, że coś w Tobie utknęło? Niby wszystko działa, a jednak… ciało jest jakby ociężałe, napięte, zmęczone? Ja też to znam. I długo nie wiedziałam, co za tym stoi – aż zrozumiałam, że to nie tylko kwestia oddechu, postawy czy ilości snu. To kwestia płynów. A dokładniej: ich jakości, ruchu i dostępności.
Twoje ciało, to ciało płynne czy stałe?
Mówią nam: pij wodę, 2 litry dziennie. Ale nikt nie mówi, dlaczego tak naprawdę to ważne – poza ogólnym „dla zdrowia”. A przecież w naszym ciele nie chodzi tylko o wodę jako taką. W naszym ciele płyną – dosłownie – całe rzeki życia: krew, limfa, płyn mózgowo-rdzeniowy, soki trawienne, maź stawowa, płyn surowiczy między narządami. Wszystkie te płyny nie tylko nawilżają – one transportują.
Te płyny transportują wszystko, co ważne: tlen, składniki odżywcze, hormony, komórki odpornościowe. Ale żeby mogły to robić, muszą mieć przestrzeń i… swobodę ruchu. A to z kolei zależy od nawodnienia. Bez niego nawet najlepsza terapia manualna czy joga nie zadziałają na dłuższą metę
Nawodnienie – wpływa na więcej obszarów niż przypuszczasz
Odkąd dowiedziałam się, że jamy ciała są ze sobą połączone – i że ruch jednej wpływa na pozostałe – nie mogę przestać o tym myśleć. To znaczy, że kiedy oddycham głęboko przeponą, coś porusza się także w mojej miednicy. A kiedy długo siedzę, unieruchamiając dolną część tułowia – zaburzam przepływ również w klatce piersiowej, nawet jeśli oddycham „z góry”.
Zaburzenia ciśnienia w jednej jamie ciała będą miały konsekwencje w innych. Przepona wpływa na postawę, krążenie, układ pokarmowy, ale też – o dziwo – na to, jak funkcjonuje moja macica. A wszystko to działa lepiej, kiedy tkanki są odpowiednio nawodnione. Płyny nie płyną w pustce – one płyną przez coś. To „coś” to powięź – tkanka łączna, która oplata nasze ciało jak trójwymiarowa sieć.
Krew, limfa, płyn mózgowo-rdzeniowy, soki trawienne, maź stawowa, a nawet delikatny płyn surowiczy pomiędzy narządami – to cały wachlarz „wód”, które muszą swobodnie krążyć, by dowozić tlen, hormony i składniki odżywcze do miliardów komórek, a odpady zabierać w podróż powrotną. Gdy brakuje im zapasu H₂O, ruch zwalnia, a organizm zaczyna wysyłać sygnały alarmowe.
Powięź – gąbka, która lubi być mokra
Powięź to trójwymiarowa sieć oplatająca mięśnie i narządy. Kiedy jest nawodniona, działa jak jedwabna apaszka na skórze. Gdy wyschnie – przykleja się, traci sprężystość i przenosi napięcia nawet w odległe miejsca. Przykład? Blizna po cesarskim cięciu może powodować migreny. To nie metafora. To efekt realnego, fizycznego przenoszenia napięcia przez odwodnioną, usztywnioną tkankę. I odwrotnie – kiedy powięź ma poślizg, kiedy jest miękka i nawodniona – pozwala ciału się ruszać. Swobodnie. Bez bólu. Bez sztywności. Z ulgą.
Menstruacja a nawodnienie
Macica nie pracuje w izolacji. Jej ruch perystaltyczny zależy od tego, co dzieje się wyżej – w dwunastnicy, w układzie trawiennym. To właśnie tam zaczyna się fala perystaltyczna, która – niczym domino – dociera aż do miednicy. Gdy ciało jest odwodnione, fala słabnie, a macica ma trudność z wydaleniem krwi. Efekt? Ból i napięcie.
Okres potrzebuje ruchu. A ruch – płynów
To jest część, o której chciałabym mówić głośno – i często. Bo o ile picie wody w kontekście skóry czy energii jeszcze się jakoś przebija, o tyle w kontekście miesiączki… cisza. A tymczasem tu wszystko się łączy. Żeby krew menstruacyjna mogła zostać wydalona bez bólu i napięcia, macica potrzebuje przestrzeni i ruchu. Ruchu perystaltycznego – takiego, jakiego doświadczają jelita. Tyle że u kobiet ten ruch zaczyna się wyżej, już w okolicy dwunastnicy – i dopiero potem „schodzi” w dół, do macicy.
Badanie, opublikowane w International Journal of Reproductive BioMedicine, pokazało, że kobiety, które piły więcej wody podczas menstruacji, zgłaszały wyraźnie mniejsze dolegliwości bólowe i rzadziej sięgały po środki przeciwbólowe. Co więcej – skrócił się także czas trwania krwawienia.
Jeśli perystaltyka jest zaburzona wyżej – na przykład przez odwodnienie, brak ruchu, stres czy napięcie – to macica ma problem z „wypchnięciem” złuszczonej błony śluzowej. A to boli. I to nie dlatego, że jesteś „niewytrzymała”. Tylko dlatego, że organizm nie ma odpowiednich warunków do działania.
Jak Twoje ciało prosi Cię o wodę?
Czasem ciało daje mi sygnał bardzo subtelny: suchość w ustach, ściągnięta skóra. Ale czasem to coś więcej. Napięcie w dolnych plecach. Pulsowanie w brzuchu. Uczucie, jakby coś we mnie było zaciśnięte. I wtedy wiem – że to niekoniecznie chodzi o ruch, tylko o płynność. O to, żeby woda miała gdzie popłynąć, a tkanki – z czego się regenerować.
Suchość w ustach to już ostatni dzwonek. Znacznie wcześniej pojawia się zmęczenie, spadek koncentracji, lekki ból głowy czy „pustka” w lędźwiach. Naukowcy potwierdzają, że kobiecy układ nerwowy szybciej reaguje na nawet łagodne odwodnienie niż męski – stąd te nagłe spadki nastroju „bez powodu”.
Dlatego coraz częściej nie pytam siebie tylko: czy piłaś dziś wodę? Ale też: czy Twoje ciało ma warunki, żeby woda coś w nim zrobiła? I tego też uczę się na nowo – dając sobie przestrzeń. I ciepło. Bo kiedy ciało jest otulone, rozluźnione i spokojne – wtedy wszystko płynie lepiej.
Ile wody należy wypijać dziennie? – Ile to „dość”?
European Food Safety Authority zaleca ok. 2 l płynów dziennie dla dorosłej kobiety. Nie tylko woda – zliczają się owoce (truskawki, arbuzy), zupy, herbaty (i tak, kawa też, ale bez przesady). U mnie działa prosty rytuał: szklanka wody rano, szklanka wody do posiłku, kubek z naparem ziół do Yokompresu i szklanka wody za każdym razem, gdy czuję się rozdrażniona.
Picie wody to akt czułości
Jeśli ciało nie jest dobrze nawodnione na poziomie tkanek, to nawet najdroższy roller, najlepszy fizjo czy najbardziej uduchowiona joga nie zadziałają na dłuższą metę. Brakuje zasobów do regeneracji – dosłownie.
Nie liczbę kropli, tylko słucham ciała. Czasem potrzebuje zwykłej wody, czasem naparu z bławatka. Nawodnienie to mój codzienny ukłon w stronę powięzi, przepony i macicy. Bo każde z nich odwdzięcza się lekkością, kiedy ma czym płynąć.
Odpowiednie nawodnienie to proces. Wymaga czasu, obecności i często też wsparcia w postaci elektrolitów, minerałów i ruchu. Tak – ruchu. Bo ciało to nie zbiornik, tylko system naczyń połączonych. Ruch przepony wpływa na miednicę, napięcia w jamie brzusznej oddziałują na dolne partie ciała, a brak perystaltyki w dwunastnicy może finalnie spowodować… bolesną miesiączkę.

